sobota, 10 stycznia 2015

tydzień szósty

Tydzień minął mi bardzo szybko. Do wtorku mąż miał urlop, a w każdą środę są dni Lil z Babcią Kasią. Tak więc małą zajmowałam się sama tylko 2 dni. Myślałam że nie mam większych objawów ciąży, ale się myliłam. Po prostu cały czas mąż był w domu i wyręczał mnie w opiece nad córką, więc nie zauważyłam że jestem potwornie zmęczona!



Tak więc ostatni dzień szóstego tygodnia był dla mnie naprawdę trudny, a Lilicja której idą właśnie czwórki, mnie nie oszczędzała. Na szczęście tego dnia po południu spotykałam się z koleżanką i jej synkiem, który jest w wieku Lili, więc druga połowa dnia zleciała szybko!

Dzwoniłam do ginekolog i tak jak podejrzewałam pierwsze usg mogę zrobić w ósmym tygodniu ciąży. Został jeszcze jeden tydzień czekania na wiadomość czy wszystko dobrze. Przyznam się szczerze, że minimalnie się uspokoiłam w tym tygodniu, co nie znaczy, że strach czy dziecko żyje i ciąża rozwija się prawidłowo odszedł w niepamięć.

W ciąży czekanie jest strasznie ciężkie... czekanie na pierwsze i kolejne usg, czekanie na wyniki badań (robiłam w pierwszej ciąży test PAPP-A) czekanie na ruchy, czekanie na skurcze, czekanie na dziecko... dużo tego czekania, ale na końcu nagroda za cierpliwość jest tak niesamowita, że warto, wiedzą to wszystkie Mamy :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz