Tak więc z małym poślizgiem nasz zeszły weekend.
W miniony weekend w Gdańsku dużo się działo, postanowiliśmy skorzystać z pięknej pogody i spędziliśmy prawdziwie intensywny weekend. Chcieliśmy spędzić weekend we trójkę i przy okazji przyśpieszyć poród ;)
W sobotę na placu zebrań ludowych odbył się festiwal kolorów. Niesamowite wydarzenie muzyczne połączone z obsypywaniem się kolorowymi proszkami rodem z hinduskiego święta witania wiosny Holi.
Na miejscu byliśmy punktualnie o 15:00, w końcu mamy małe dziecko plus mnie ciężarną w 39 tygodniu i nie chcieliśmy trafić w największy tłum. Kupiliśmy dwie paczki z proszkiem w kolorze różowym i niebieskim.
Lila ostatnio lubi chodzić za rączkę, natomiast w drugiej łapce lubi coś trzymać. Najczęściej jest to wiaderko z łopatką i foremką do piasku, tym razem była to saszetka z różowym proszkiem. Pochodziliśmy sobie chwilkę i uznaliśmy, że czas na zmianę koloru naszych ubrań i skóry. Lili wypatrzyła kawałek kolorowego chodnika, usiadła i zaczęła rozmazywać wysypany proszek po ziemi. Otworzyliśmy więc nasze saszetki i obsypaliśmy się proszkiem. Mała była tak szczęśliwa jak nigdy. Liliowa zabawa polegała na rozmazywaniu proszku po sobie i ziemi. Byliśmy tam dla Lili więc robiliśmy to co ona chce. A Lila chciała chodzić za rączkę i co jakiś czas siadać i bawić się proszkami. Dokupiliśmy potem jeszcze dwa kolory pomarańczowy i zielony żeby było bardziej pstrokato! Na festiwalu spędziliśmy półtorej godziny, było naprawdę super. Kto nie był niech żałuje!
Nigdy nie widziałam Lili tak szczęśliwej! Coś w tym jest, że brudne dziecko to szczęśliwe dziecko :)
W niedzielę dzień zaczęliśmy od wycieczki do sklepu, a konkretniej, o zgrozo! Galerii Bałtyckiej. Plusem bycia w galerii tuż po otwarciu jest brak ludzi. Śmialiśmy się, że kiedyś nigdy byśmy nie pojechali do sklepu na 10 rano w niedzielę! Tym razem żałowaliśmy, że w niedzielę sklep nie jest czynny od 8 lub chociaż 9. Musieliśmy kupić Lili ubranka na jesień. Od września zaczynamy przygodę w żłobku i jesteśmy zupełnie nie przygotowani. Żeby uniknąć nietrafionych zakupów przygotowałam w domu listę z ubrankami. Skupiliśmy się na trzech sklepach H&M, ZARA i NEXT (ostatni tylko przez internet). Nie będę się za dużo rozwodzić o ubrankach, bo przygotowuję osobny post ciuszkowy.
Wiedzieliśmy, że w H&M ze specjalnym kuponem jest promocja -20% na dziecięce ubranka. Wybraliśmy dwa zestawy góra z dołem za 39,90 i jeden zestaw 3 za 2. Przy kasie spotkała nas przykra sytuacja ponieważ promocja -20% nie łączy się z innymi promocjami. Nie było tej informacji na kuponie, ani na plakatach w sklepie. Na kuponie było napisane że regulamin jest u sprzedawcy w sklepie. Nie wiem dlaczego napisanie na dole kuponu "promocje nie łączą się" jest takim wielkim problemem. Zamiast radości z promocji pozostał niesmak.
Potem poszliśmy do ZARY tu też nie było idealnie, połowa wybranych przez mnie ubranek nie była jeszcze dostępna w sklepie. Kupiliśmy więc to co było, resztę zamówiliśmy przez internet razem z ubrankami z NEXT'a.
Na pocieszenie kupiłam sobie pyszną bubble tea :)
Popołudniu wybraliśmy się do parku Regana na festiwal baniek mydlanych. Byliśmy tam koło pół godziny. Nie udało się nam kupić baniek ponieważ się skończyły, trochę szkoda, organizatorzy powinni zapatrzyć się w większe ilości. Lili najbardziej podobało się pękanie wielkich baniek. Musieliśmy brać ją na ręce i polować na mega bańki. Na festiwalu spotkaliśmy naszych znajomych z synkiem w wieku Lili. Poszliśmy razem na plac zabaw i to była dla Lili dużo lepsza zabawa niż sam festiwal.
Niestety w poniedziałek już nie było tak kolorowo. Mój organizm zdecydowanie zaprotestował. Od przedwczoraj leżę w łóżku i mało się ruszam, mąż pracuje z domu i we wszystkim mnie wyręcza. Przy każdej zmianie pozycji, kiedy na przykład muszę na chwile wstać zaczynają się bolesne skurcze. Byłam nawet u lekarza, wszystko jest w porządku. No tak każda ciąża jest inna. Z Lilą do końca byłam aktywna, teraz kiedy jest ciężej bo mamy już jedno dziecko, czuję się źle. W tej chwili chciałabym już urodzić, mimo że zależało mi na porodzie we wrześniu, teraz marzę już tylko o końcu ciąży.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz